10 września 1939 roku wojna dotarła do Radymna. Tego dnia niewielkie nadsańskie miasteczko stało się miejscem walk, które były częścią dramatycznych zmagań Wojska Polskiego z niemiecką agresją. Choć polskie oddziały broniące Radymna i przeprawy na Sanie były nieliczne, stawiły zacięty opór przeciwnikowi dysponującemu znaczną przewagą.

 

Niemieckie oddziały 4. Dywizji Lekkiej wkroczyły do Radymna wczesnym rankiem. Ich celem było opanowanie miasta i przede wszystkim uchwycenie przeprawy przez San, mającej ogromne znaczenie dla dalszego marszu niemieckich wojsk. Walki rozpoczęły się już przy pierwszych zabudowaniach. Strzelanina objęła ulice miasta, okolice Ratusza i mostu na Radzie. Płonący Ratusz stał się jednym z najbardziej przejmujących symboli tego dnia.

 

Obrońcy Radymna nie mieli wielu ludzi ani środków, które pozwalałyby na długotrwałą walkę. W mieście znajdowali się żołnierze oddziałów marszowych, funkcjonariusze Policji Państwowej oraz członkowie Związku Strzeleckiego. Mimo przewagi niemieckich wojsk podejmowali kolejne próby powstrzymania przeciwnika. Ostatecznie Niemcy zdobyli miasto i przeprawę na Sanie, jednak walki nie zakończyły się wraz z ich wkroczeniem do Radymna.

 

Szczególnym epizodem tego dnia było natarcie oddziału dowodzonego przez porucznika Romualda Radziwiłłowicza. Stacjonujący w Ostrowie żołnierze mieli początkowo kierować wycofujących się polskich wojskowych na przeprawę przez San. Kiedy Radziwiłłowicz dowiedział się, że Radymno zostało zajęte przez Niemców, postanowił podjąć próbę kontrataku.

 

Zebrał naprędce około trzystu żołnierzy i ruszył w kierunku miasta. Oddział, pozbawiony ciężkiej broni i dysponujący zaledwie rusznicą przeciwpancerną, zaatakował niemieckie siły znajdujące się między Radymnem a Ostrowem. Natarcie nie doprowadziło do odzyskania miasta, ale zaskoczyło Niemców i zmusiło ich do związania znacznych sił w walce. Niemieckie dowództwo, niepewne rzeczywistej liczebności polskiego przeciwnika, podjęło działania ostrożniejsze, niż początkowo planowano. W efekcie niemieckie natarcie w kierunku Jarosławia zostało opóźnione o kilka godzin.

 

Radziwiłłowicz został w tej walce ciężko ranny. Jego losy stały się jednym z najbardziej niezwykłych świadectw walk wrześniowych. Trafił do niemieckiego szpitala w Sanoku, gdzie podczas wizytacji przez dowódcę Grupy Armii „Południe”, generała Gerda von Rundstedta, został omyłkowo odznaczony niemieckim Krzyżem Żelaznym II klasy. Pomyłkę szybko naprawiono, jednak niezwykła historia polskiego oficera, który został potraktowany z wojskowym szacunkiem przez przeciwnika, na trwałe zapisała się w dziejach kampanii wrześniowej.

 

Wojna nie zakończyła jego walki. Po ucieczce z niewoli Radziwiłłowicz zaangażował się w działalność konspiracyjną, a podczas Powstania Warszawskiego dowodził batalionem „Zaremba-Piorun”. 28 sierpnia 1944 roku został ciężko ranny i stracił lewą rękę – tę samą, która została postrzelona podczas walk pod Radymnem pięć lat wcześniej. Po wojnie został awansowany do stopnia majora i dwukrotnie odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari.

 

Historia Romualda Radziwiłłowicza jest jednak tylko jednym z wielu świadectw odwagi żołnierzy, policjantów i mieszkańców, którzy we wrześniu 1939 roku znaleźli się w samym środku wojennego dramatu. Tego dnia w Radymnie walczyli ludzie, którzy nie mieli możliwości odwrócenia biegu wojny, ale mieli wybór, jak zachować się wobec nadciągającego zagrożenia. Wybrali walkę.

 

10 września 1939 roku Radymno utraciło wolność, a jego mieszkańcy doświadczyli pierwszych godzin okupacji. Niemcy opanowali przeprawę na Sanie, a na stacji kolejowej do niewoli dostały się setki polskich rezerwistów. Miasto poniosło także materialne straty – symbolem zniszczeń pozostał spalony Ratusz. Jednak historia tego dnia nie jest wyłącznie historią klęski.

 

Jest także historią oporu.

 

Dlatego pamięć o walkach o Radymno musi zajmować szczególne miejsce w historii miasta. 10 września, w 87 rocznicę tych wydarzeń należy podkreślić znaczenie postawy obrońców Radymna – żołnierzy, policjantów i mieszkańców, którzy w chwili próby stanęli wobec wojny. Z dzisiejszej perspektywy widzimy klęskę i zniszczenie. Ich perspektywa była inna. Zapewne towarzyszył im strach, setki innych trosk i rozterek,  ale też zrozumienie, że trzeba stanąć do walki w imię wyższych wartości, w imię Ojczyzny. I tylko w tle pobrzmiewa, zaskakująco aktualne pytanie na ile my, współcześni, bylibyśmy w stanie powtórzyć tę postawę.

 

Wspominając 10 września 1939 roku, oddajemy zasłużony hołd wszystkim, którzy bronili Radymna i jego okolic. Tym, którzy polegli, zostali ranni, trafili do niewoli i tym, którzy później kontynuowali walkę. Ich losy są częścią historii naszego miasta i jednym ze źródeł jego tożsamości.